Polowanie na babcie

Od dawna poluję na babcie. Nie wiem czemu ale rozczulają mnie starsze osoby, szczególnie starsze kobiety. Np. mam ogromny sentyment do babuszek ze wschodu. Widok takiej siedzącej na ulicy i sprzedającej kilka jabłek lub marchewek, jeden z bardziej poruszających obrazów. Faceci mieli zawsze trochę lepiej, może dlatego mnie tak nie ciągnie do dziadków.

No wiec zdarza mi się przyatakować taką biedną starowinkę, czym biedniej lub niedołężniej wygląda tym lepiej. Idzie sobie taka bidula, mijając ją pytam czy jej w czymś nie pomóc. Czy może ponieść te ciężkie siaty które targa, lub mógłbym co jakiś czas zrobić jej zakupy.

Prawie zawsze babcie chcą jak najszybciej uciec. Na szczęście na ofiary typuję te dość niedołężne, więc mało której się to udaje. Wtedy dość kategorycznie oznajmiają, że wszystko jest jak najlepiej, że zaraz ich syn po nie przyjdzie do domu. To na wypadek gdybym chciał je śledzić i zamordować u nich w domu, cwane gadziny.

Jedna była trochę bardziej ufna. Może dlatego, że targała jakieś ciężkie siaty więc daleko by nie uciekła. Zaczęła opowiadać o naciągaczach co to jej przez telefon sprzedali jakieś medyczne usługi. Bo tego nie trzeba potwierdzać na piśmie, wystarczy telefonicznie. Starałem się coś doradzić. Potem zapytała czy mogę jej pomóc znaleźć firmę która jej internet w domu podłączy. Oczywiście zgodziłem się ochoczo. Babcia jednak szybko pożałowała swojej łatwowierności bo tu trzeba było adres podać. Bez tego nie sprawdzę jacy dostawcy podciągają tam swoje kable. No i tu zaczął się problem. W końcu wynegocjowałem informacje o tym który to blok. Wystarczyło. Oddzwoniłem po kilku dniach podając listę dostawców i ceny. Babcia podziękowała i na tym kontakt się urwał. Nie chciała żadnej innej pomocy.

Domyślam się, że jest dość samotna, jak większość tych przeze mnie atakowanych. Ale i tak każda z nich nie chce zaufać. Myślę, że potem stwierdzały z ulgą, że udało im się uniknąć oszusta czy złodzieja (to o mnie).
Mimo, że notka jest dość zabawna to konkluzja jest dla mnie dość smutna. Żyjemy w coraz bardziej zatomizowanym społeczeństwie gdzie mało kto sobie ufa. Starsi ludzie wolą żyć samotnie, co wcale nie jest miłe, niż otworzyć się na drugiego człowieka.

Rozmowy z Mają, cz. 3

- Trochę się nie słyszeliśmy Maju. Co tam u ciebie?
- Bez przesady, ja miałam twoje ostatnie połączenie wczoraj. Można wręcz powiedzieć, że jesteś natrętny :)
- No wybacz, nigdy nie wiem kiedy uda mi się wdzwonić. U mnie minął już rok od naszej ostatniej rozmowy.
- Rok nie dzwoniłeś?! Teraz powinnam się obrazić, że w ogóle o mnie nie myślisz.
- Trochę boję się tego ustrojstwa co mi podesłałaś. Prawie zwykły komunikator ale skanuje przestrzeń czasową. Może to ma jakieś skutki uboczne?
- Haha, tak się boi małego pudełka a przecież w tym waszym 2016 truliście się na potęgę różnymi ostrymi świństwami!
- Mamy już 2017, czym niby się trujemy? Fakt, że ostatnio mówi się coraz bardziej o smogu, ale np. papierosy już mało kto pali. Co prawda to było ostre, na starszych filmach prawie wszyscy non stop jarają.
- Trochę nie ogarniam tego waszego świata. O wdychaniu spalin z ropy już chyba mówiliśmy? Racja, macie jeszcze te smogi gdzie dochodzi spalanie węgla. Jak to wszystko można było używać jako paliwo, jako źródło energii! Barbarzyństwo!
- To u was jest niby tak czysto i pięknie? Wszędzie jest zielono, a prąd produkujecie tylko ze słońca czy wiatru? Hehe, już to widzę.
- Noo… coraz więcej, jest jeszcze wodór. Ale faktycznie niektóre koncerny jeszcze niedawno broniły węgla i ropy. To jak z papierosami wcześniej. Na szczęście wszędzie kupisz dobre powietrze.
- Co kupisz?! Powietrze?!
- Oczywiście, czemu się dziwisz? W atmosferze jest już tyle syfu, że ciężko tym oddychać. Wszystkie badania wskazują, że skraca to mocno życie. Rak, choroby płuc, inne ustrojstwa. Idę więc do osiedlowego spożywczaka i mam do wyboru kilka rodzajów dobrego powietrza.
- Nic nie rozumiem, czy wy w takim razie chodzicie cały czas w maskach tlenowych?! Masakra jakaś!
- Jak chcesz być zdrowy to chodzisz, większość tak robi. Przecież w twoich czasach np. w Azji wielu ludzi używa maseczek antysmogowych. Jaka więc różnica czy podłączysz jeszcze do nich małą butlę z mieszanką zdrowego powietrza? Nasza technika pozwala na mocną miniaturyzację, butle tlenowe są bardzo małe i nosisz je przy pasku, mieszankę masz w sprężonej postaci.
- Coś jak dawniej walkmany?
- Walk co? To pomagało w chodzeniu?
- Nieważne…
- Dodatkowo takie powietrze może zawierać mikroelementy i witaminy, coś jak wasze suplementy diety. Chyba sporo się ich łyka w waszych czasach?
- Ale to coś innego! Nie muszę być non stop podłączony jakimiś rurkami do aparatury!
- Eee tam, wasze odtwarzacze muzyki też wymagają kabli do uszu, jakąś nikt się na to nie krzywi. Teraz już oczywiście tego nie ma, są za to rurki do oddychania. Masz do wyboru różne mieszanki, tańsze i droższe. Coś jak u was woda w butelkach, też wielu firm. Teraz te koncerny robią jeszcze mieszanki powietrza. Niestety te tańsze są niewiele lepsze niż powietrze na zewnątrz. Te droższe mają naprawdę dobry skład, bez metali ciężkich, ze zdrowymi dodatkami… Eh, ale mało kogo na nie stać, a już na pewno nie da się ich stale wdychać, można by zbankrutować w miesiąc. Pamiętam np. taką reklamę „Stać cię na luksus, oddychaj zdrowo”.
- Oddychanie jako luksus! Do reszty was powaliło! Czyli nie dość, że musicie chodzić podłączeni do tych urządzeń, to jeszcze są one takie drogie. Kiedyś człowiek jak chciał mógł sobie mieszkać w lesie, sam zadbał o dach nad głową i pożywienie, woda płynęła obok w strumieniu. Domyślam się, że w waszych czasach jest to dość trudne?
- Trudne?! Nie potrafię sobie tego wyobrazić! Bez zdobyczy cywilizacji umarłbyś w ciągu jednej doby! Po pierwsze jest to nielegalne. Nie ma wolnej ziemi gdzie mógłbyś sobie postawić dom czy co tam wymyślisz. Po drugie dziesiątki pozwoleń. Po trzecie zatrute powietrze i woda. Zresztą co ty byś chciał jeść! Teraz mamy sterylne mieszanki żywieniowe o różnych smakach i kolorach. Każdy znajdzie coś dla siebie. No i życie bez klimatyzacji? Brrr!
- Innymi słowy jesteście jak niemowlęta zdani na „zdobycze cywilizacji”, jak to nazwałaś? Ale w lasach można zawsze upolować jakieś dzikie zwierzę.
- Zwariowałeś? Jakie dzikie zwierzę?? Na szczęście wszystkie dawno wyginęły. Teraz nic cię już nie pożre w lesie, wszystkie zwierzaki są przyjazne człowiekowi.
- Przyjazne czyli domowe lub hodowlane? Chcesz mi powiedzieć, że lasy są puste?
- Są farmy leśne, tzn. drzewa na drewno. Po co miałyby być dzikie lasy? To tylko zagrożenie.
- Choćby po to, żeby było gdzie iść na spacer! U nas od dawna w lasach nie ma zwierząt które zagrażają człowiekowi.
- W podręcznikach do historii biologii piszą inaczej, zresztą nie chce mi się o to kłócić. Są centra handlowe i centra rozrywki. Nie bój się, jest co robić.
- Przerażasz mnie coraz bardziej. Nie myślałaś kiedyś, czy nie byłoby lepiej cofnąć się w rozwoju np. do czasów Pocahontas, pamiętasz taką bajkę?
- Pamiętam, mówiłeś mi o niej wcześniej to znalazłam w jakimś archiwum, podobny był też Avatar. No fajnie biegali sobie po dżungli śpiewając o wspaniałej naturze. Ale to tylko bajki. Człowiek jest stworzony do życia w cywilizacji. Co prawda jesteśmy trochę jak trybiki w maszynie całkowicie od niej zależni, ale za to żyje się bardzo wygodnie.
- Wygodnie pod warunkiem, że jesteś ułożonym członkiem społeczeństwa i dużo pracujesz. A gdzie miejsce na indywidualność?
- Nie przesadzaj, każdy może sobie zmienić tapety w telefonie czy w domu na co mu się podoba. Wiesz o tym, że mamy elektroniczne tapety w mieszkaniach? Choćby codziennie możesz mieć nową. I nie pracujemy wcale tak dużo, ustawowo 9 godzin dziennie.
- To więcej niż u nas! Do tego mamy wolne soboty i niedziele. Przecież przy tej całej nowoczesnej maszynerii i komputeryzacji powinniście tylko raz dziennie wciskać jakiś guzik!
- Znowu mocno naginasz sprawę. Co prawda też mi się wydaje, że państwo gna nas do roboty trochę za mocno, może aby nikomu nie przyszły do głowy jakieś głupie pomysły? Lecz nikt raczej nie narzeka, za luksus trzeba płacić.
- Coraz bardziej boję się tej waszej przyszłości. Czy na pewno chcę dożyć do twoich czasów.
- Naszej teraźniejszości, twojej przyszłości, mój drogi. Pesymista z ciebie. Przynajmniej przeludnienie planety już maleje. Mało kogo stać na dobre mieszanki więc w niektórych państwach średnia długość życia spadła do 45 lat. Z płodnością też są zresztą problemy, zaczęły się już w twoich czasach. Na szczęście mamy nowy kontynent to jest gdzie upchać ludzi, bo ciągle jest nas mocno za dużo. To też trochę dzięki oddychaniu ze sklepów.
- Fantastycznie wychodzi ci pocieszanie mnie, dzięki. Lecz dowcip masz za to słaby, z tym nowym kontynentem to miało być zabawne?
- Nie ma za co. Uważasz, że żartowałam? Ani trochę.
- Jassne, jak to niby możliwe? Chodzi o topnienie lodowców na Arktyce i Antarktydzie? Zasiedlacie którąś z nich?
- Nie to miałam na myśli. Plasticstan. To na razie robocza nazwa. Kontynent i jednocześnie nowe państwo powstały oficjalnie dopiero miesiąc temu. Jeszcze się spierają jaka będzie ostateczna nazwa. Ale może zostanie taka głupia, w końcu geneza nazw Ameryk też jest dość śmieszna.
- Ok, fajnie, ale nadal nie rozumiem gdzie i jak powstał ten kontynent-państwo.
- To proste, już w twoich czasach na oceanach pływały wielkie wyspy śmieci, największe na Pacyfiku. Tam właśnie powstał nowy plastikowy kontynent. Będziemy mieć znowu filmy jak dawne westerny :)
- Coo?? Jaja sobie ze mnie robisz?
- Dziś jakoś nie. Zresztą jak wspomniałam wcześniej nowa gałąź gospodarki w tym trochę pomaga, opakowania na powietrze są w jednorazowych plastikowych pojemnikach. Jak wasze butelki na wodę i tysiące innych opakowań. Tylko nowe władze mają na razie problem z uprawą i hodowlą. Cała żywność jest importowana. Jak tu coś posadzić na plastikowej ziemi?

Wcześniejsze części:
cz.1. My dzikusy
cz.2. Myślę więc jestem

Choroba rozwiniętych cywilizacji

Czemu nasza cywilizacja, mimo że taka zaawansowana, nie jest oazą szczęśliwości? Skąd tyle samotności, samobójstw, braku sensu życia?

Widziałem jak dotąd wiele krajów gdzie ludzie są może biedniejsi lecz jednocześnie bardziej szczęśliwi. Są to miejsca o dużej otwartości na drugiego człowieka, gdzie wyraz twarzy napotkanego przechodnia to przeważnie uśmiech, gdzie ludzie są ze sobą mocno zżyci, także wielopokoleniowo.
Jako przykład niech będzie indiański zwyczaj potlacz w Ameryce Północnej. Wg niego o pozycji społecznej nie decydowało kto ile dóbr zgromadzi, decydowało kto ile ich rozda. Ta tradycja jest żywa do dziś wśród Indian czy w Meksyku, mimo że była zakazana przez władze USA i Kanady. Bliskość ze swoją rodziną czy społecznością lokalną to dla wielu ludów jeden z ważniejszych przejawów człowieczeństwa i szczęścia w życiu.

Tymczasem nasz kapitalizm promuje egoizm, chciwość i indywidualizm co często prowadzi do samotności. W końcu skoro jesteśmy samowystarczalni to nikt nam nie jest potrzebny do szczęścia. Okazuje się jednak, że jest.
Zamykamy się w tych kupionych za kredyty sterylnych mieszkaniach. Kupujemy coraz to nowe gadżety łudząc się, że to nadaje jakikolwiek sens naszemu życiu.
Klikamy lajki naszym znajomym, prowadzimy wiele rozmów przez komunikatory. Ktoś może nawet nazwie to bujnym życiem towarzyskim, ja nazwę to farsą. Wzrasta liczba osób dookoła nas które zawsze znajdziesz online gotowe do krótkiego czatu, lecz jednocześnie coraz trudniej umówić się z nimi na piwo czy inną formę spotkania i dłuższej rozmowy w realu.

W Korei Południowej coraz większą popularność zdobywają internetowi celebryci, vlogerzy, którzy pokazują w sieci dużą część swojego codziennego życia. Osobną kategorią są Muk-bang, osoby jedzące przed kamerkami internetowymi. Ci bardziej popularni są oglądani podczas posiłku przez kilka tysięcy osób. Patrzenie w monitor zastępuje im wspólny posiłek z drugim człowiekiem. Aktywność w sieci jest receptą na postępującą samotność. Ale czy to pomaga? Korea boryka się z problemem bardzo dużej ilości samobójstw.

Indian w USA przekupiono dając im na preferencyjnych warunkach kasyna, chodziło o pobudzenie w nich chciwości. Wcześniej byli częścią swoich plemion, działali w interesie grupy. Trzeba było to rozbić skoro nie można już było eliminować ich fizycznie jak wcześniej.
Czemu w Las Vegas, czy w tych indiańskich kasynach, klientela to głównie starsi Amerykanie którzy przepuszczają swoje całe majątki? Bo nie mają co zrobić z tymi pieniędzmi.  Gromadzili je ciężko pracując przez całe życie, tak ich nauczono. Teraz nie chcą ich nawet przekazać rodzinie bo ich dzieci prawie ich nie widują. Wolą przepuścić wszystko w kasynach.

Taki świat budujemy i zaszczepiamy w coraz to nowych miejscach na Ziemi. Ale czy na pewno tego chcieliśmy?

Ewolucja

Zajrzałem na bloga, ostatni wpis 3 lata temu, długo.
No to napiszmy coś oprócz tego, że żyję :)

Wiele razy nosiłem się z zamiarem opisania jakiejś grubszej sprawy. Czy to
któregoś z wyjazdów w świat, czy własnych wewnętrznych przemyśleń.
Po tak długim czasie wypada jednak skupić się na sprawach najważniejszych.
czyli właściwie na czym? Na własnej ewolucji.

Kilka lat temu angażowałem się mocno w sprawy kraju. Ekscytowałem się
bieżączką wydarzeń. Chciałem mieć choćby minimalny wpływ na kierunek w
którym podążamy w Polsce. Stąd moje dawne zaangażowanie w Ruch Palikota,
potem Twój Ruch. To była trudna miłość zakończona trudnym rozwodem. Proces
rozstawania trwał dość długo, jak niszczejąca miłość do drugiego człowieka.
Główne powody to jatki wewnętrzne i wydumane spory. Zbyt dużo pary szło w
gwizdek, za mało na konkretną robotę mogącą pchać nas w pożądanym kierunku.
Pisząc „nas” mam znowu na myśli cały kraj. Kłótliwość nie była cechą tej
jednej organizacji, tak się niestety dzieje prawie wszędzie, jakiego
środowiska byśmy się nie dotknęli. A polityka ma o tyle gorzej, że dochodzą
podejrzenia interesowności poszczególnych działaczy, co czasami jest
prawdą. Zresztą wystarczy poczytać raporty i diagnozy społeczne np. prof.
Czapińskiego. Mamy jeszcze długą drogę do przebycia w zakresie budowy
społeczeństwa obywatelskiego, zaufania do siebie i jakości relacji
społecznych. Także w zakresie umiejętności współpracy.

Materialnie nasz kraj rośnie jak na drożdżach, przynajmniej
infrastrukturalnie i w dużych miastach. Mentalnie jednak zostajemy ciągle w
tyle z naszymi fobiami, kompleksami czy postkolonialną mentalnością.

Skąd takie wnioski? Długi temat. Niech posłuży tu choćby ostatni przykład
uchodźców. Taka panika i strach jakie zapanowały w Polsce są tylko możliwe
w kraju o słabo ugruntowanej własnej tożsamości.

Na wstępie pisałem o własnej ewolucji. Ano właśnie. Polega ona głównie na
odsunięciu się od spraw bieżących. Nie angażuję się w nie jak kiedyś.
Rzadko wysłucham wiadomości w radiu a w telewizji to już prawie nigdy.
Sprawy ponadczasowe są dużo ciekawsze. Filmy i książki które zyskały już
nieśmiertelność. Nowe tytuły czasem też zasługują na uwagę, jest sporo
dobrej literatury i filmu. Wystarczy sięgnąć. Wcześniej jednak trzeba się
odsunąć od mainstreamowej papki serwowanej przez media. Ona nas nie
wzbogaci, przeżujemy ją i wydalimy, tyle.

W następnych wpisach postaram się opisać swoje wyjazdy z ostatnich 3 lat i
co one mi dały. Była w tym czasie podróż do Japonii, Kolumbii, Serbii,
Maroka i Portugalii, wyliczając te najważniejsze, które wniosły coś do
mojego życia.

Dwa barbarzyńskie plemiona

Szczepan Twardoch:

Wedle powszechnych po obu stronach debaty kryteriów ludzie dzielą się na tych, którzy są z nami, i na tych, którzy są przeciw nam. Ja tego naprawdę nienawidzę, tych znaczących pytań: – No jak to możliwe, publikował pan we Frondzie? No jak to tak, pisać w Wyborczej, w Polityce, w Znaku? Nikogo nie obchodzi, co ja tam pisałem i o czym, i po co. Tylko ważne gdzie. Bo jak gdzie – to można sobie, cholera, wyobrazić pod kogo jest podczepiony, nie?
Dwa barbarzyńskie plemiona nap[...]lają się pałami po łbach, ale oficjalnie to się nazywa debata i życie publiczne.

(…)

Rząd polski przed II wojną światową powinien zerwać po raz pierwszy od 300 lat z irracjonalną polityką i zachować się jak dojrzały europejski kraj. Ale to oczywiście nie w Polsce, w Polsce dojrzałość to niekoniecznie. Przecież ci, co podejmowali te decyzje, nie złożyli swojego życia w imię honoru, tylko wysłali na wojnę młodych żołnierzyków, a sami spierdzielili do Rumunii. Dowódca wojska nie jest od unoszenia się honorem, tylko od myślenia o tym, co zrobić, żeby wygrać albo przynajmniej przegrać jak najmniej. A poza tym trzeba być idiotą, żeby myśleć w kategoriach honoru w polityce międzynarodowej. Tu trzeba kalkulować, liczyć zyski i straty. I jak ten rachunek wygląda? Józef Beck i marszałek Rydz przegrali Polskę w imię fantazmatów będących w rzeczywistości nieuprawnioną ekstrapolacją cnót osobistych na wartości polityczne. Potraktowali kraj jak własny folwark, który można przegrać w pokera dla elegancji odważnego blefu. Trudno sobie wyobrazić większą klęskę.

Jak tożsamość narodowa blokuje rozwój tożsamości lokalnej

Czemu tak uważam? Przykład tzw. „ziem odzyskanych” w Polsce, ściana zachodnia kraju. Wrocław i Szczecin w których mieszkam od urodzenia. Znamy dobrze najnowszą historię tych ziem, ostatnie 70 lat, a wcześniej? Biała plama.

Kto wie że Wrocław ma 10 noblistów? Dziesięciu! Wielu z nich było związanych z przedwojennym Uniwersytetem Wrocławskim. Czemu do dziś nie potrafimy się dowiedzieć jakie są podziemne plany Wrocławia, Szczecina czy wielu ośrodków na Dolnym Śląsku? Zwiedzając podziemne kompleksy w Walimiu, pod zamkiem Książ czy wiele innych jesteśmy skazani na żałosne legendy i domysły dzisiejszych przewodników.

Mamy ze znajomymi w górach wałbrzyskich fantastyczny pensjonat który cały wynajmujemy na różne okazje, np. na sylwestra. Jest to piękny przedwojenny budynek położony przy górskim strumyku, niedawno odremontowany. W środku zachowały się wszystkie przedwojenne sprzęty. Kredensy, zastawa, obrazy, rzeźby, osobna izba maselnia. Miejsce jakby przeniesione w czasie, tylko telewizory mówią że to jednak współczesność. Czemu akurat ten budynek jest w takim idealnym stanie a dookoła wszystko się wali jako „nie nasze bo po Niemcach”? Polscy właściciele mają dobry kontakt z dawnymi, niemieckimi. Na ścianie wisi drzewo genealogiczne przedwojennych gospodarzy. Pomagali przy restaurowaniu budynku. Czasem się widują.

Kto zna budowle jakie wzniósł we Wrocławiu architekt Max Berg?
Kto zna ogromne zasługi dla Szczecina nadburmistrza Hermanna Hakena? Kto wie, że dzisiejszy system rond w mieście to jego zasługa? Że doprowadził miasto do rozkwitu, wybudował cmentarz centralny, bibliotekę, Wały Chrobrego (przed wojną Hakenterrasse),… Gdyby dzisiejsze władze miasta miały tyle rozumu, determinacji, uczciwości i miłości do miasta którym rządzą to Szczecin byłby kwitnącą i dumną metropolią.

Niestety źle pojęta duma narodowa zabrania nam sięgać do wzorów i historii sprzed wojny. Nie możemy więc jako Wrocławianie czy Szczecinianie być dumni z naszej wielowiekowej i pięknej historii. Zostaje nam tylko krótkie ostatnie 70 lat. W taki sposób długo jeszcze nie zbudujemy tożsamości lokalnej na tych i wielu innych ziemiach.

—————————
Arthur Schopenhauer: „Każdy żałosny dureń, który nie posiada nic na świecie, z czego mógłby być dumny, chwyta się ostatniej deski ratunku, jaką jest duma z przynależności do danego akurat narodu, i z wdzięczności gotów jest bronić rękami i nogami wszystkich wad i głupstw, jakie naród ten cechują”

Jak za pierwszych chrześcijan

Wróciłem wczoraj z tygodniowego wyjazdu do Pragi.
To miasto ma tyle do zaoferowania, że mógłbym tam nawet mieszkać.

Szwędając się po starym mieście przechodziłem koło kolejnego pięknego kościoła. W Pradze wszystkie są zamknięte lub jeśli akurat nie to prawdopodobnie odbywa się tam właśnie koncert muzyki klasycznej. Większość kościołów spełnia rolę sal koncertowych. Ten obok którego się znajdowałem był zamknięty na głucho, ale co to? Jakaś zgarbiona staruszka wchodzi w małe drzwi obok świątyni. Podchodzę bliżej i widzę kartkę „kaplička św. Anny”. No to chyc za babcią do środka. W środku półmrok, jakiś długi korytarz. Kurcze, może nie każdy może tu wchodzić? Ale nic, idę dalej. Babcia zniknęła mi z oczu, lecz słyszę w oddali jakieś śpiewy, kieruję się w tą stronę. To zza tych drzwi, wchodzę. Jestem w kaplicy, akurat odbywa się msza. Pomieszczenie małe ale przez to przytulne, wystrój katolicki czyli na bogato. Na stoliku katolické novinky. We mszy biorą udział 4 starsze panie i 4 księży, z czego jeden prowadzi nabożeństwo, reszta w nim uczestniczy. Czyli właściwie księża odprawiają mszę dla siebie, chce im się, miło. Panie uśmiechnęły się do mnie, że może jakaś świeża krew do nich dołączy. Ja uśmiechnąłem się przepraszająco, że ja tylko przechodziłem, turysta, nic więcej. Trzymam się z tyłu aby nie zrobić wiernym nadziei. Wychodząc nawet się przeżegnałem czego nie robię od lat.
Tak mogły wyglądać msze pierwszych chrześcijan, takie czyste i nieskażone.

W Polsce religia katolicka kojarzy się często z ruchami patriotycznymi. W Czechach jest odwrotnie, kojarzy się z Austro-Węgierskim zaborcą. mimo że Czesi są w większości ateistami to dużo bardziej cenią religie protestanckie (husytyzm, Jan Žižka) czy prawosławne (jako bardziej związane ze Słowianami).

———————

Kilka innych spostrzeżeń i porównań po wyjeździe.

- Często dało się wyczuć na ulicach czy w klubach zapach marihuany, mimo to żaden człowiek w Czechach nie umarł z jej powodu, a w Polsce podobno zbiera ogromne żniwo. Jesteśmy innym gatunkiem ludzi?
- Tak samo można zobaczyć ludzi na ulicy z piwem w ręku, mimo to ani razu nie widziałem pijanego czy agresywnego Czecha.
- Związki partnerskie mają zalegalizowane, a mimo to rodzina się dobrze trzyma i przyrost naturalny jest minimalnie większy od naszego (jak u nas bliski zeru).
- Religia ma się jak w powyższej relacji, a mimo to Czesi nie są bardziej źli od Polaków. Zasady moralne nie wyparowały. Wręcz przeciwnie, mają mniej kłótni i złych emocji w sobie.

Jak to się dzieje, że u nich te prawa przynoszą korzyść całemu społeczeństwu, a u nas podobno nas zniszczą, zdeprawują i ześlą ogień piekielny?

List diabła

Korespondencja dwóch diabłów przechwycona przez Tygodnik Powszechny:

Z jeszcze większym zaangażowaniem musisz szermować słowem przez piekło ukochanym: prawdziwy. Prawdziwi katolicy, prawdziwi patrioci, prawdziwi Polacy. Gdyby tylko ludzie wiedzieli jak wspaniałym echem takie słowa odbijają się u czarnego tronu, zamilkliby jak skamieniali. Tymczasem im się wydaje, że właśnie zbierają punkty na bilet do raju.

Nie bez satysfakcji przyznać też muszę, że tym razem wojna wyszła daleko poza politykę. Oto nasza broń, Piołunie: sprowadzić wszystko do dwóch kolorów, czerni i bieli. Niech ludzie odrzucą niuanse, zagłuszą głos własnego sumienia i rozsądku. Niech ślepo zaciągają się pod jeden albo drugi sztandar i idą na wojnę.

Chwała piekłu, że dziś rzesza katolików woli przyłożyć na odlew. Nic więc nie rób. Spirala odwetu nakręci się sama. A na koniec wszyscy będą smakowicie obryzgani szambem.

A zresztą – jak już pisałem – powinniśmy sobie chyba raczej odpocząć. To taki piękny kraj. Wykończą się sami.

Niegłupie

Człowiek istnieje tylko w oczach innych ludzi. To w nich budujemy swoją tożsamość, najpierw w oczach rodziców, potem przyjaciół i partnerów życiowych. Śmierć ze starości polega na tym, że inni przestają na nas patrzeć. Potrzebujemy tego spojrzenia, by się rozwijać.

Guy Arcizet, Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Francji

Dwa światy

Właśnie wróciłem ze spotkania z Jackiem Hugo Baderem. Ostatnio czytałem jego Dzienniki Kołymskie. Rok wcześniej Białą gorączkę jadąc pociągiem transsyberyjskim z Moskwy nad Bajkał. Rosjanie często zagadywali co czytam, gdy im mówiłem że książkę o nich i o Rosji to od razu wzrastała ciekawość. Przerzucali strony i zadawali tylko jedno pytanie. Czemu postacie na zdjęciach są takie smutne, przecież u nas dobrze i wesoło. Mieli dużo racji.
Spotkanie z Jackiem Baderem mnie rozwaliło, na łopatki.
Facet nie bawi się w żadne konwenanse. Opowiada z pasją i przejęciem zarówno o tym jak ćwiczył plucie na 40 stopniowym mrozie, czy jak rozmawiał 2 dni z małymi przerwami na drzemki z jednym ze swych bohaterów, oczywiście przy zakąszanej wódce. Bo jego książki są głównie o ludziach, umie we wspaniały sposób zajrzeć w ich dusze, czasem do samego dna. To jest właśnie przepiękne.
Ale nie to mnie poruszyło najbardziej, to znałem już z jego książek.
Całe spotkanie nurtowało mnie pytanie tyczące się jednej sprawy o której na początku rzucił mimochodem. Powiedział, że gdy ostatnio przekazał dość znaczną sumę pieniędzy od jakiegoś syberyjskiego oligarchy dwójce ostatnich żyjących polskich zesłańców kołymskich, to oni oczywiście przekazali je na cele dobroczynne, bodajże na powodzian. Czemu dla niego to było takie OCZYWISTE?? Czemu dla nich to było takie OCZYWISTE?? Udało mi się zadać mu to pytanie na końcu spotkania. Nie odpowiedział wprost. Nie wiedział z kim ma do czynienia, może chciał się zabezpieczyć na wypadek gdybym był młodym lemingiem czy pampersem naszych czasów, dla którego jedyna wartość to wartość moich kont bankowych. Ale wydaje mi się, że zrozumiałem między wierszami.
Żyją jeszcze ludzie dla których takie słowa jak honor i godność dużo znaczą, więcej niż spora suma pieniędzy na stare lata mimo bardzo skromnego życia, i mimo całego zła jakie doświadczyli na zesłaniu w rejon świata w którym mało komu udawało się przeżyć.