Zabawne, kiedyś dżentelmeni nie rozmawiali o pieniądzach, mieli inne ciekawe tematy, czy w Polsce jest jeszcze jakiś dżentelmen?
Chyba zostanę kibicem Legii.
Wracając do mieszkania na Powiślu w Warszawie przedzierałem się przez tłum kibiców wracających z meczu. Było ich kilkuset. Chłopaki szli spokojnie, bez nerwów. Specjalnie kilka razy testowo wlazłem im pod nogi, zero reakcji, wymijaliśmy się zwyczajnie. Jeden nawet powiedział "sorry" mimo że to ja pchałem się mu pod nogi!
Pod mieszkaniem siostry wszedłem do spożywczaka po sok do żołądokowej gorzkej, po takim dniu driniol będzie jak marzenie.
W kolejkach pełno kibiców w szalikach w barwach Legii. Tu słyszę dziękuję, tu przepraszam, tam miłego wieczoru do pani ekspedientki.
Przed sklepem stanęło 2 podchmielonych chłopaków, widać wahali się czy wejść do środka, krok mieli niepewny. Kibic stojący obok mnie w kolejce do swojego kumpla: "oo, patrz, tupolewy przyleciały".
Największą miłością Iwaszkiewicza, poza Anną, był Jerzy Błeszyński. Świadomość rychłej śmierci kochanka przygnębiała Iwaszkiewicza jeszcze bardziej. Jerzy umarł na gruźlicę wiosną 1959 roku w szpitalu położonym niedaleko Stawiska. Opisy zmagania się z chorobą, która go wyniszczała, to najbardziej wyraziste fragmenty "Dzienników" Iwaszkiewicza. Po śmierci mężczyzny pisarz nie odzywał się do nikogo przez kilka dni. Czytał wiersze Błeszyńskiego, dzięki którym przypominał sobie kontury jego twarzy czy spędzone wspólnie chwile. Anna pozwoliła mężowi przeżyć żałobę w samotności.
Małżeństwo nigdy nie ostudziło homoseksualnych zapędów Iwaszkiewicza, które długo przecież wypierał. W swoim "Dzienniku" zanotował: "Nikt tego nie rozumie, tej radości i tego szczęścia. Wszyscy myślą, że to polega na rżnięciu w dupę! A przecież już Sokrates wyłożył Alcybiadesowi, że nie na tym polega szczęście i radość, jakiej doznają dwaj mężczyźni z obcowania ze sobą. I przez tyle wieków nikt właściwie nie zrozumiał – i zawsze to interpretują przez gówno. Dlaczego człowiek musi być zawsze brudny?".
Dziś wyjątkowo wcześnie rano znalazłem się w tramwaju. Chyba z powodu tego porannego wstawania postanowiłem dać upust mojej miłości do bliźniego i po wejściu do środka radośnie zakrzyknąłem: "Jaki piękny dzień! Jak miło widzieć tyle radosnych i uśmiechniętych twarzy!"
Oczywiście jak zwykle wszystkie gęby były ponure i posępne.
Było widać, że połowa pasażerów chce mnie zlinczować, a powstrzymuje ich tylko poranne i zimowe odrętwienie :)
Odeszła Wisława Szymborska. Wraz z nią umarło jedno z moich marzeń.
Czasem zdarzało mi się zadumać jakby to było gdybym poznał Panią Wisławę. Miałem nawet ułożony plan jak tego dokonać.
Potrzebowałem takich marzeń w chwilach zwątpienia, gdy nie wiadomo którą drogę obrać, jakich wyborów dokonać. Wyobrażałem sobie, że pytam ją czasem o radę. Dostawałem wtedy wskazówkę ukrytą w uśmiechu, w geście dłoni, w rozmowie.
Świat pędzi do przodu, kusi obrazami, świecidełkami, często zwodzi na manowce, udaje że pokaże drogę do szczęścia która okazuje się z reguły tylko materialistyczną fatamorganą.
Czuję jakby odszedł mi ktoś bliski, dzięki poezji był.
Umarła cząstka mojego świata. Ale taka jest kolej rzeczy.
"Cokolwiek byśmy pomyśleli o tym bezmiernym teatrze [jakim jest świat], na który mamy wprawdzie bilet wstępu, ale ważność tego biletu jest śmiesznie krótka, ograniczona dwiema stanowczymi datami; cokolwiek jeszcze pomyślelibyśmy o tym świecie jest on zadziwiający."
Następne spotkanie z Mają było dla mnie równie szokujące.
- I jak tam sytuacja z twoim Roxonem?
- Nie jesteśmy już razem.
- Więc jednak go zostawiłaś przez ten sztuczny mózg?
- On mnie zostawił.
- A to mnie zdziwiłaś, czemu?
- Uznał że jestem niepoprawna politycznie i szkodzę naszemu państwu.
- A co takiego zrobiłaś, wysadziłaś jakiś pociąg?
- Co to jest pociąg? Zresztą nieważne. No byłam wolnomyślicielką, tzn. miałam niekontrolowane myśli.
- Nie rozumiem.
- Nie chciałam się poddać kontroli myśli, to było jeszcze w czasach gdy władze zostawiały wybór. I przez to czasem myślałam nie do końca propaństwowo. Teraz już wolnomyślicieli nie ma, okrzyknięto ich wrogami państwa i ładu.
- To jest chore! Władza kontroluje wasze myśli?!
- A jak jest u was na początku XXI wieku? Naprawdę możecie zupełnie swobodnie myśleć? Tak o wszystkim? Nie ma tematów zakazanych?
- Już nie pamiętasz jak to było?? U nas oczywiście nikt nie umie kontrolować myśli. Zresztą nawet gdyby władze umiały to nikt by się na to nie zgodził.
- Zdziwiłbyś się.
- Jak to możliwe że na zawołanie nie myślicie o czymś? Gdyby mi ktoś powiedział że mam nie myśleć o pomarańczowej marchewce to właśnie o niej bym myślał.
- Praktyka, ból mandatów i pigułki.
- Zmuszają was do brania pigułek na posłuszeństwo myśli !?!
- Nikt nikogo nie zmusza, jakby ci groziło bankructwo z powodu mandatów za bezprawne myśli sam byś po nie sięgnął jak po zbawienie.
- Bezprawne myśli?? To jakieś wariactwo..
- Cholera! Zbliżam się do progu mandatowego, za dużo z tobą o tym gadam, zaraz wyczerpie mi się kredyt od hakera na tematy zakazane. Pogadajmy więc lepiej dla równowagi na temat mojej wspaniałej pracy którą dostałam dzięki genialnemu zarządzaniu w naszym mieście.
Mam koleżankę w przyszłości.
Czasem ją odwiedzam.
Ona nie chce wracać do naszych czasów. Ma jakieś stereotypowe wyobrażenia o XXI wieku i boi się, że zostanie zjedzona na ulicy. Myśli, że nasz świat to jakaś dzicz.
Gdy odwiedziłem ją ostatnio zwierzała mi się z problemów sercowych.
Maja: Chyba będę musiała zostawić Roxona.
Ja: Czemu?
- Czy ty wiesz że on zataił przede mną że ma mózg elektronowy?!
- I co z tego? Przecież wiedziałaś że ma dużo elektronicznych organów.
- Ale mózg to co innego! Rozumiem serce, wątroba, nawet ta jego sztuczna ręka mi nie przeszkadza, ale myślenie powinno być, no wiesz,... jak to ująć... ludzkie!
- Przecież nawet dotąd nie zauważyłaś że ma sztuczny mózg. Może on myśli jak inni ludzie? Ta wasza technika potrafi wiele.
- W dupie mam technikę!
- Ciekawe od kiedy? Nie chcesz mnie odwiedzić w moich czasach bo podobno jesteśmy za mało techniczni.
- To co innego, wy nie macie nawet transportu w czwartym wymiarze i poruszacie się tymi... jaki im było? samochodami które smrodzą jakimiś kopalinami, to jest już barbarzyństwo.
- Przesadzasz, twój dziadek żył w moich czasach i zawsze chwalił swoje życie.
- Ale jak skończył? Umarł na jakąś ludzką chorobę, nawet nie pozwolił zrobić kopii swoich danych.
- Ludzkie myśli to dane? Sama już myślisz jak robot, a przeszkadza ci sztuczny mózg twojego chłopaka.
- Ale skąd mam wiedzieć czy on mnie kocha??? Na dobrą sprawę jestem z maszyną. Już wiem czemu on tak szybko zawsze robi wszystkie obliczenia. A twierdził że wkuł na pamięć tabliczkę mnożenia, kłamca.
- Ma ją zaprogramowaną to tak jakby wkuł.
- A uczucia? Czy on ma jakieś?
- Podejdź do tego jak wasi naukowcy. Ważne jest to co widzimy i czujemy, a czy to prawdziwa rzeczywistość czy wykreowana komputerowo to już nie ma znaczenia.
- Trochę realności by mi się przydało. Mam już dość tych podprogowych wakacji na wyspach szczęśliwości. Już ci mówiłam że nie wezmę więcej takiej wycieczki. Po tygodniu hibernacji wróciłam niby wypoczęta, ze wspaniałymi wspomnieniami zakodowanymi podczas uśpienia. Ale co z tego że w myślach wywijałam jakieś salta i przebiegłam pół pustyni szybciej od wielbłądów, skoro po wybudzeniu ledwo chodziłam po tygodniu nieużywania ciała? O realnym sporcie już się u nas zapomina. Nawet olimpiady są już wirtualne.
- Przestań mnie straszyć tą waszą nowoczesnością bo czasem myślę że to wy żyjecie jak barbarzyńcy. I co w końcu będzie z tobą i Roxonem?
- Sama nie wiem... Może ma jakąś nową wersję mózgu posiadającą uczucia? Muszę się dobrać do jego instrukcji. A gdyby tak go trochę przeprogramować...
c.d.n.
Ty masz mnie za głupią dzikuskę
Lecz choć cały świat zwiedziłeś
Zjeździłeś wzdłuż i wszerz
I mądry jesteś tak
Że aż słów podziwu brak
Dlaczego powiedz mi tak
Mało wiesz? Mało wiesz...
Na lądzie, gdy rozglądasz się lądując
Chcesz wszystko mieć na własność, nawet głaz
A ja wiem, że ten głaz ma także duszę
Imię ma i zaklęty w sobie czas
Ty myślisz, że są ludźmi tylko ludzie
Których ludźmi nazywać chce twój świat
Lecz jeśli pójdziesz tropem moich braci
Dowiesz się największych prawd, najświętszych prawd
Czy wiesz czemu wilk tak wyje
W księżycową noc?
I czemu ryś tak zęby szczerzy rad?
Czy powtórzysz te melodie co z gór płyną?
Barwy, które kolorowy niesie wiatr
Barwy, które kolorowy niesie wiatr
Pobiegnij za mną leśnych duktów szlakiem
Spróbujmy jagód w pełne słońca dni
Zanurzmy się w tych skarbach niezmierzonych
I choć raz o ich cenach nie mów mi
Ulewa jest mą siostrą, strumień bratem
A każde z żywych stworzeń to mój druh
Jesteśmy połączonym z sobą światem
A natura ten krąg życia wprawia w ruch
Do chmur każde drzewo się pnie
Skąd to wiedzieć masz skoro ścinasz je?
To nie tobie ptak się zwierza
W księżycową noc
Lecz ludziom wszelkich ras i wszelkich wiar
Chłonącym te melodie, co z gór płyną -
Barwy, które kolorowy niesie wiatr
Możesz zdobyć świat
Lecz to będzie tylko świat
Tylko świat -
Nie barwy, które niesie wiatr...
Dalajlama zapytany o to, co najbardziej zadziwia go w ludzkości, odpowiedział:
Człowiek. Ponieważ poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze. Następnie poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości. Żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak na prawdę nie żyjąc.
Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka:
- Co sądzisz o sytuacji na świecie?
Dziadek odpowiedział:
- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.
- Który zwycięży? - chciał wiedzieć chłopiec.
- Ten, którego karmię - odrzekł na to dziadek.
Zaduszki, dzień zmarłych. Jak dla mnie dobre święto które powinno pomagać naszej pamięci o tych co już odeszli w zaświaty (do nicości, w inny byt - w co kto wierzy).
Cmentarz centralny w Szczecinie, największy cmentarz w Europie. Pięknie zaprojektowany jak park przez Niemców przed wojną. Nadal tak wygląda.
Tłumy odwiedzających na 1 listopada. Radio podaje informacje o korkach, cytuje ludzi którzy opowiadają swoje refleksje: "Ja już grób wymyłem. Ja już świeczki postawiłam, wyglądają pięknie".
Co słychać wśród ludzi na cmentarzu?
Zdążymy na grób cioci Zosi? Tyle dziś biegania.
Czemu te liście są niedokładnie posprzątane?
Te kwiaty nie pasują do świeczek.
Postaw ten wazon bardziej w prawo. Źle się komponuje.
Gdzie kupiłaś te znicze? Bardzo ładne. Za ile? Ooo! jak tanio!
Czy te liście muszą ciągle spadać? Człowiek dopiero co wszystko wysprzątał.
Nawet takiego dnia odwieczna głupia walka człowieka z przyrodą. Liście wyglądają pięknie.
Czy świat materialny już do reszty wypchnął ludzką duchowość? Czy naprawdę nawet takiego dnia skupiamy się tylko na tym co dotykalne fizycznie? Czy może tylko ludzie nie umieją ze sobą rozmawiać o sprawach duchowych? O swoich uczuciach? O tym co w środku. Może tylko przykrywają swoje wnętrze tymi bezsensownymi gadkami. Mam taką nadzieję, oby.
Jak dotąd nigdy nie pisałem na blogu o polityce. Tym razem złamię tą zasadę gdyż okazja jest szczególna.
W niedzielnych wyborach Ruch Palikota wszedł do Sejmu z wynikiem 10,02% wprowadzając 40 lub 41 posłów.
Od początku pokładałem w Ruchu duże nadzieje na zmiany, jeszcze gdy Palikot był w PO. Potem nadeszły czasy budowy Ruchu we Wrocławiu. Pomimo kilku burz i zawirowań był to dobry czas, hartujący nas na przyszłość.
Czemu cieszę się ze zwycięstwa RP? Czemu na dodatek wspieram tą partię i angażuję się w jej działania?
- Jest to szansa na zbudowanie prawdziwej parlamentarnej lewicy światopoglądowej w Polsce. Jak dotąd SLD jedynie udawało lewicę. Przez cały okres swojej bytności w Sejmie nie zrobili nic aby udowodnić swą lewicowość. Za to zrobili dużo aby udowodnić że są lewicą jedynie z nazwy, nic poza tym. Teraz albo maskarada się skończy albo znikną z powierzchni ziemi.
- Posłami zostało kilka osób od lat walczących o prawa mniejszości i kobiet. Ludzi można poznać po czynach nie po słowach, szczególnie polityków. Tyczy się to też wcześniejszego akapitu o SLD. A Biedroń, Nowicka czy Grodzka swoim dotychczasowym życiem pokazali co jest dla nich ważne.
- Może dzięki RP osłabnie rola Kościoła w Polsce. Nie życzę Kościołowi źle, a już na pewno nie religii katolickiej i wiernym. Zwyczajnie interesuje mnie powrót religii do sfery sacrum. Kościół powinien zajmować się sferą duchową życia swoich wiernych a nie ich portfelami, życiem prywatnym czy polityką. Kościół przez sprawy doczesne zatracił swój mistycyzm, swoje połączenie z niebem. Czas je odbudować. Mniej kasy, więcej ducha.
- Jest wreszcie szansa na budowę społeczeństwa obywatelskiego. Jesteśmy na szarym końcu w Europie pod względem zaufania do współobywateli, przynależności do organizacji i stowarzyszeń, aktywności społecznej.
- Nasze życie może uda się trochę rozweselić. Mniej nadęcia, spuśćmy trochę powietrza. Więcej dystansu i autoironii. Także w polityce.
Marzy mi się w karnawale takie doroczne święto podczas którego Polacy będą się bawić na ulicach, tańczyć w karnawałowych, barwnych strojach, uśmiechać do siebie, czasem o zgrozo nawet obściskiwać. Taki nasz mniejszy karnawał w Rio. Jak dotąd mamy tylko smutne święta martyrologiczno-patriotyczne lub procesje. Albo krzyż albo karabin. Czemu nie przebranie za smerfa lub krecika?
Dużo nadziei i życzeń, jak wyjdzie w praniu okaże się już niedługo. Nadchodzi czas na "sprawdzam".
Tak jak w tytule. Kilkoro moich znajomych ma od niedawna zwierzęta. Niby super sprawa. Sam bardzo chcę mieć psa ale przez częste wyjazdy niestety nie mogę. Pupile znajomych to koty, bo mniej uciążliwe i można zostawiać na dłużej podczas dnia, a lud polski zapracowany to i populacja kotów rośnie i obrasta w zdrowe futerka.
Znajomi kupują dla swoich pupili kolejne place zabaw, najdroższe karmy, bujaki, klatki do noszenia, zabawki, lekarstwa. Jakby wydawali gazety dla kotów prenumerata murowana, lub gdyby były wycieszki dla kotów to te na pewno latałyby na Karaiby do kocich rajów. Poświęcają im codziennie długie godziny uwagi, czeszą, kołyszą, głaszczą.
No ale co w tym złego? Czy tylko to że zdecydowanie wolę psy od kotów? Oczywiście nie o to chodzi. Znajomi nie mogą mieć dzieci, to jest kluczem. A w domach dziecka jest tyle dzieciaków które dzień w dzień marzą tylko o mamie lub tacie. Czepiają się każdego rękawa który niesie nadzieję na nazwanie go mama lub tata.
I dlatego świat jest niesprawiedliwy. Kocur już rzyga atencją i rozpieszczeniem swojego pana a dziecko płacze z samotności.
Czas wstawać, już słońce rozjaśnia cały pokój. Otwieramy okna, oj trzeba przymknąć rolety bo żar się leje z nieba, a sauny w domu nie chcemy. Kurcze że też mam mieszkanie ze wszystkimi oknami od południa. Może przed wyjściem do pracy trochę się poopalam na tarasie? Eee, za gorąco, spiekę się jak kurczak na rożnie. Dopiero co wczoraj podlałem kwiaty a tu znowu ziemia sucha jak na pustyni, trzeba znowu ze 2 konewki w nie władować bo wyschną na wiór do wieczora. No to zakładamy krótkie spodenki, t-shirta i wiśta wio rowerem do pracy. Dobrze że jadę parkami to będzie trochę cienia. Ta relacja to z jakiego dnia? Ano z dzisiejszego, 3 października. Piękne lato mamy tej jesieni.